Twoja rodzina a inne?
Jak wypada porównanie Twojej rodziny z innymi? Przypomnij sobie
dzieciństwo. Kiedy byłeś dzieckiem, nastolatkiem, wydawało Ci się,
że u Was jest jakoś inaczej niż u innych? Co Cię denerwowało? Z
czego w dzieciństwie byłeś dumny? Myślałeś, że inni bardziej
kochają się niż Wy? może mają bardziej wyrozumiałych rodziców?
Czego w ich rodzinach zazdrościłeś rówieśnikom?
Czy model rodziny, z której wyrosłeś, teraz wydaje Ci się
najlepszy?
Odpowiedzi
Moje koleżanki miały dużo więcej swobody. Teraz po latach widzę, że nie wyszło to niektórym na dobre. Zaufanie zaufaniem, ale kontrola, zasady i wyraźne granice muszą być.
Absolutnie nie, mam rodzinę artystów. Zawsze wszystko funkcjonowało na innych zasadach, niż u innych rodzin. Chociaż to ostatnio zanika.
@Enmerkar, Twoja wypowiedź sugeruje, że bycie gejem jest sprawą wyboru, a to nieprawda. Po za tym nie wiesz wszystkiego o swojej rodzinie i pewnie by Cię parę rzeczy jeszcze zaskoczyło.
@Emmerkar pozazdrościć.
Ja natomiast zazdrościłam innym prawie wszystkiego. Moja rodzina to
była katastrofa, nigdy nie zaznałam tam prawdziwej miłości cz
czułości, wyrozumiałości też brakowało. Natomiast teraz, będąc
świadomą jak cierpi dziecko z powodu błędów rodziców, staram się
tworzyć rodzinę pełną tych uczuć, których mi brakowało. Myślę, że
teraz już wyszłam na prostą.
Danielu86, co w mojej wypowiedzi sugeruje, że moim zdaniem bycie gejem jest sprawą wyboru? Zestawiłem razem kilka cech które są albo promowane w społeczeństwie, albo są typowe (biorąc pod uwagę statystyki: liczbę kradzieży, spożycie alkoholu na głowę, odsetek palaczy itd).
Drugiego Twojego zdania nie rozumiem. Czyżbyś Ty wiedział o mojej rodzinie coś, co by mnie zaskoczyło?
w sumie moja rodzina jest taka jak inne, mam starsze rodzeństwo o 4 lata i zawsze było u nas tak że rodzice stawiali zasady jak do tej pory. tak naprawdę to nikt się nie buntował bo wiedzieliśmy że rodzice chcą dla nas dobrze. teraz już gdy rodzeństwo z nami nie mieszka rodzice trochę odpuścili ale nadal są zasady i jestem z tego dumna bo widzę że oni nas naprawdę kochają...
@Enmerkar, zestawiając obok siebie palenie papierosów, picie alkoholu, kradzież z homoseksualizmem sugeruje, że homoseksualizm jest wyborem, bo palenie papierosów, picie alkoholu i kradzież jest wyborem.
Napisałaś, że w Twojej rodzinie są sami heteroseksualiści, co sugeruje, że znasz wszystkie sekrety swojej rodziny, a ja w to nie wierzę wiedząc, że są geje, ateiści itp, którzy ukrywają przed rodziną swoje prawdziwe poglądy czy swoją prawdziwą orientację seksualną. Nie twierdzę, że w Twojej rodzinie ktoś ukrywa swój homoseksualizm albo swoje prawdziwe poglądy, ale Ty nie wiesz, że tak nie jest, więc nie możesz mówić, jakbyś wiedział na 100%
Gdybyś znała jakąś tajemnice, to by już nie była tajemnica.
Daniel86, celowo nie wymieniłeś dysortografii którą zamieściłem tuż przy homoseksualizmie, bo to by psuło Twoją teorię, prawda?
Skoro nie zrozumiałeś sensu mojej wypowiedzi: o homoseksualizmie wspomniałem, ponieważ media prowadzą intensywną kampanię promującą homoseksualizm. Jeśli jakiś, pożal się Boże, artysta czy dziennikarz chce zyskać rozgłos czy popularność - "szokuje" publiczność "przyznawaniem się" do homoseksualizmu (nieważne czy to prawda czy nie). Po prostu teraz jest to modne. Podobnie jak oglądanie seriali i nieczytanie książek. W takim kontekście o tym napisałem.
Dziwną masz rodzinę - lub może raczej Ty jesteś dziwny - jeśli jej członkowie ukrywają przed Tobą, że są ateistami. Ja wiem, kto w mojej rodzinie jest ateistą, co więcej - nie uważam tego za pogląd z którym należy się ukrywać. Nie znam wszystkich sekretów mojej rodziny ale wiem, że nikt nie jest homoseksualistą. Może trudno Ci to zrozumieć, ale uwierz mi, że lepiej znam moją rodzinę niż Ty. I proszę, żebyś już nie pisał np., że może moja matka jest tak naprawdę alkoholiczką, tylko po prostu nikt o tym nie wie.
Kiedy byłeś dzieckiem, nastolatkiem, wydawało Ci się, że u Was jest jakoś inaczej niż u innych?
Tak.
Może mają bardziej wyrozumiałych rodziców?
Tak.
@Enmerkar, sorry jeśli Cię coś zabolało w moich wypowiedziach. Po prostu nie lubię, gdy ktoś się wywyższa z powodów, które nie są jego zasługą, bo przecież to nie dzięki Tobie Twoja rodzina jest jaka jest.
Nie lubię też, gdy ktoś twierdzi, że homoseksualizm jest wyborem. Wyborem może być co najwyżej uprawianie seksu homoseksualnego. Natomiast same skłonności mogą być co najwyżej chorobą.
Po za tym nawet jeśli Ty też czytasz książki, nie oglądasz długich seriali itp, to i tak nie daje Ci prawa do wywyższania się, bo to też nie jest Twoją zasługą. Jest to zasługą tylko wychowania i środowiska, w którym się wychowałaś.
Nadużyłaś słowa "wszyscy". Ja nie wierzę, by każdy członek Twojej rodziny był taki sam.
Pominąłem dysortografie, bo nie była ważna w mojej wypowiedzi, a nie dlatego, że mi psuła teorię.
A tak na marginesie. Aspołeczność nie jest dobra. Dobry człowiek powinien być otwarty na ludzi.
Daniel86. Napisz, proszę, dlaczego uważasz, że się wywyższam. Pytanie brzmiało "Twoja rodzina a inne". Przedstawiłem więc kilka faktów o mojej rodzinie i kilka faktów statystycznych. Dlaczego uważasz, że napisanie, że moja rodzina nie ćpa i nie pije to wywyższanie się?
Czy ja napisałem, że to moja zasługa? O co Ci chodzi?
Czy napisałem, że homoseksualizm jest wyborem? Powywyższam się: wiem dużo lepiej niż Ty, że jest chorobą.
To, że nie oglądam seriali i czytam książki to nie moja zasługa? W pewnym stopniu masz rację, ale po co o tym piszesz? Podobnie wszystkie słowa które Ty piszesz to też nie Twoja zasługa, tylko środowiska, wychowania, edukacji. Więc po co w ogóle coś piszesz? Czy Twoim zdaniem nikt nie ma własnych osiągnięć, które są efektem jego pracy i jego wyborów - wszystko jest zasługą środowiska i wychowania? Trochę uproszczone.
Nie nadużyłem słowa "wszyscy". Nigdzie nie napisałem, że każdy członek mojej rodziny jest taki sam. Łączą ich tylko wymienione przeze mnie cechy.
Gdzie napisałem, że antyspołeczność jest dobra? Chyba wiem: napisałem to o mojej rodzinie a to musi oznaczać, że uważam ją za dobrą cechę - bo zawsze się wywyższam (za cudze zasługi). Dobrze, udowodniłeś na koniec, że moja rodzina to źli ludzie. Zadowolony?
Zostawiam moje odpowiedzi na to pytanie jeszcze dziś, żebyś mógł się do nich ustosunkować. Jutro poproszę moderatora o usunięcie ich - nie chcę, żeby moja rodzina była przedmiotem ataków frustratów.
@Enmerkar, spokojnie! Przecież Cię przeprosiłem. Nie jesteśmy wrogami, a przynajmniej mam taką nadzieje.
Od samego początku nie twierdziłem, że próbujesz nam wcisnąć jakąś ciemnotę. Ja tylko stwierdziłem, że Twoja wypowiedź może sugerować nieprawdę i wywyższanie się. Prawdopodobnie nieświadomie.
Uważam, że to już koniec dyskusji na ten temat, ale jeśli chcesz, to możesz kontynuować ją.
Dzieciństwo pominę, nie było w nim nic szczególnego. Ale w wieku nastoletnim właśnie się nad takimi rzeczami zastanawiałem.
Mieszkałem (i dotąd mieszkam) z matką, ojczymem i dwójką młodszego, przyrodniego rodzeństwa. Niewątpliwie panowała w tym domu nadzwyczajna swoboda. Praktycznie żadnego ucisku ani restrykcji, pełen luz w sprawie wracania do domu o późnych porach czy używek. U mało kogo widziałem coś podobnego. Widziałem za to, że w innych rodzinach panują dziwne dla mnie relacje między rodzicami a dziećmi. Zaskakiwało mnie, że niektórzy rozmawiają z rodzicami o swoich problemach, że rodzice wychodzą z jakąś wychowawczą albo kulturalną inicjatywą. Dziwło mnie, gdy rodzice traktowali dzieci jak kolegów. Mniej dziwiły, choć nie podobały mi się władczość, stan permanentnej wojny albo kompletne olewanie się. Dziwiły mnie jeszcze szlabany i formalne rozdzielanie obowiązków domowych. U mnie nic z tych rzeczy nigdy nie było. U mnie wszystko było przysługą, naturalną powinnością czy może naturalną lojalnością. Choć zdarzało mi się zazdrościć znajomym, którzy nie musieli w domu nic robić.
Dużo by mówić jeszcze. Dużo, dużo.
Daniel86, jak ty pięknie i szczerze przepraszasz... "nie twierdziłem, że próbujesz nam wcisnąć jakąś ciemnotę. Ja tylko stwierdziłem, że Twoja wypowiedź może sugerować nieprawdę"... Tak czy inaczej masz rację: koniec dyskusji. Psujemy pytanie.
@Enmerkar, z tymi przeprosinami to miałem na myśli co innego.
Ja >> @Enmerkar, sorry jeśli Cię coś zabolało w moich wypowiedziach.
Przeprosiny przyjęte?
Przyjęte, Danielu86, przyjęte. Myślę, że źle zrozumiałeś moje intencje - może źle sformułowałem mój wpis (mam raczej cyniczne podejście do życia i ironiczne poczucie humoru). Dodam też, że nasze poglądy często się różnią - może mnie poznałeś z moich częściowo anonimowych czasów? Przyznaję się do starych wpisów, więc pozostawiałem w paru miejscach informację.
WŁAŚNIE ŻE WPŁYWA : BÓG CZYNI DOBRO, JEŻELI WIERZYSZ TO TY TEŻ CZYNISZ DOBRO I ZACHĘCASZ ( BO TAK MAMY CZYNIĆ) JEŻELI NIE WIERZYMY W BOGA I CZYNIMY DOBRO, TO TEŻ JEST OK. SZANUJĘ LUDZI NIEWIERZĄCYCH . SĄ TACY JAK MY. A BÓG MA KAŻDEGO W OPIECE.
PRZEPRASZAM NIE MIAŁAM TEGO DO CIEBIE NAPISAC. PRZEPRASZAM P0OMYLIŁAM.
panowie... please.. pytanie jest na prawdę świetne, a dyskusja
stoczyła się chyba nie w tym kierunku co trzeba.
Moja rodzina od samego początku była inna niż inne rodziny dookoła.
Pod wieloma względami. Przez wiele lat mama "wychowywała mnie"
sama. U większości kolegów w domy byli oboje rodzice. Wczesne
dzieciństwo (od drugiego do siódmego roku) spędziłam w domu niani -
pani która się mną opiekowała tygodniami i miesiącami bo moja mama
pracowała i zajmowała się ratowaniem kraju. gdy poszłam do szkoły
różnice stały się wyraźniejsze, bo inne dzieci po szkole chodziły
na podwórko, ja w domu godzinami piłowałam skrzypce, urodziło się
moje rodzeństwo, więc zajmowałam się nimi i domem. W tym czasie
żyliśmy w biedzie, więc dla innych byłam powodem do śmiechu po
wielokroć. Moje stroje były raczej nie standardowe :D
Jakoś w okolicach 89 roku moja mama założyła firmę. Stała się jedną
z pierwszych bizneswoman w okolicy, przestała bywać w domu, - inni
rodzice pracowali na etacie, na zmiany, po 8 godzin. U nas domem
zajmowałam się ja - bo byłam już "duża", trzeba było pomagać. (może
nie widziałabym różnicy gdybym mieszkała na wsi, gdzie rodzice
pracują w polu a dzieci pracują wraz z nimi)
Gdy dorastałam, zaczęłam zauważać inne różnice: w domach moich
koleżanek rozmawiało się na różne tematy, nie było dyktatury tylko
demokracja, koleżanki miały swoje prawa, nie tylko obowiązki, mogły
wyjść do kumpeli na pogaduchy, a nie tylko biegiem po zeszyty,
mogły wiele więcej, niż ja ośmieliłabym się pomyśleć. zdążyłam
dorosnąć, zmiana sytuacji materialnej z skrajnej nędzy na nagłe
bogactwo nie zrobiła na mnie wrażenia - cena była zbyt duża.
Zamiast korzystać, nosić makowe ciuchy... zamieniłam się w hipisa
buntownika, znów się wyróżniałam z tłumu strojem :) starymi
powyciąganymi swetrami, spodniami dzwonami, długimi kolorowymi
szalami, itd.
Jak dziś do tego podchodzę?
Gdyby moje życie było inne, rodzina inna, czy koniecznie była by
lepsza? nie wiem. Z pewnością było by mniej bogate w doświadczenia.
Całę dzieciństwo marzyłam by moja rodzina była taka jak inne, by
rządziła się takimi samymi prawami. Dziś już dorosłam, każda
rodzina jest inna przecież, nie lepsza i nie gorsza. Inna.



















