Kocham Go, a On kocha mnie, ale jestem świadoma tego że muszę odejść, chociaż nie chce bez niego żyć ?
Nie wiem jak to dokładnie ująć by było jasne. Jesteśmy ze sobą od dwóch lat, od 1,5 roku mieszkamy ze sobą a od roku jesteśmy zaręczeni. Kocham się. W sumie chyba bardzie kocham ja go niż on mnie. Było różnie raz dobrze raz źle jak to w związku. Ma on ciężki charakter, często mnie ranił, zostawiał na środku miasta po imprezie i szedł z kolegami,a ja go prosiłam wtedy i płakałam by wrócił ze mną do domu, wiem robiłam z siebie idiotkę ale chce mieć go przy sobie. Przez jakiś czas było dobrze,planowaliśmy wtedy ślub i wspólną przyszłość. Ale po sobotniej imprezie, on powiedział mi że nigdy nie będzie ze mną szczęśliwy w 100%, nigdy nie "odda" mi się do końca, bo zraniła go kiedyś kobieta i nie potrafi, mimo że mnie kocha i chce ze mną być. Mówił że powinnam od niego odejść,on mi się dziwi że z nim wytrzymuje,że mam tyle siły. Stwierdził że zawsze będzie mnie ranił i robił krzywdę bo nie potrafi inaczej. Nie potrafi się zmienić. Ja byłam pewna że muszę od niego odejść. I po raz kolejny wyszłam ale wróciłam... płakałam, żeby coś z tym zrobił,a on nie wiedział co, nadal jesteśmy razem bo ja nie chce bez niego żyć,strasznie mocno go kocham, chociaż wiem że nadal będę cierpieć chcę mieć go przy sobie.. Jak sobie mogę z tym poradzić ??
Odpowiedzi
Idź do psychologa, albo do najlepszej przyjaciółki, która zna twojego faceta. Psycholog pomoże ci zrozumieć, co jest dla ciebie najważniejsze... przyjaciółka wesprze cię w każdej decyzji.
mysle, ze wlasnie pozbycie sie toksycznej milosci byloby najlepszym wyjsciem. Ale i najtrudniejszym! Bylam w takim zwiazku.. kochalam go.. kocham wciaz... Bylam z nim najszczesliwsza pod sloncem, a czasem najbardziej zraniona.. Niestety (albo stety) mieszkamy naprawde daleko od siebie. Niestety na odleglosc tez potrafi mnie ranic.A z kazdym zranieniem coraz bardziej uzmyslawiam sobie, ze jestem szczesliwa tylko chwilami. Nadal w tym tkwie. mam nadzieje, ze odnajdziemy siebie..ale wiem, ze musiabym go zmienic o 180stopni... ale tak bardzo go pragne...Powodzenia! wszystko bedzie dobrze!
Poczekaj aż miesiączka minie, to będziesz bardziej zdecydowana, bo jak dla mnie WTF?
Ze wszystkim się zgadzam, prócz tego, że wszystko będzie
dobrze.
Nie będzie dobrze. Mężczyźni nie zmieniają się wedle marzeń i
oczekiwań zakochanych w nich kobiet. Inaczej nie było by mężów
alkoholików, chłopaków damskich bokserów, seryjnych zdrad itd.
Większość kobiet popełnia ten sam strategiczny błąd. naiwnie
wychodzą z założenia ze "wychowają sobie" mężczyznę.
- bo "kocham go i mam NADZIEJĘ że on się zmieni... BĘDZIE czuły,
kochający, troskliwy, rozmowny, szczery, wierny [...]"
Jeśli do tej pory nie jest - to i "kiedyś" nie będzie.
Męskie tłumaczenia w stylu: "już taki jestem zimny drań" -
sugerujące: albo mnie zostaw bo się nie zmienię, albo pokochaj
bezkrytycznie... to tylko wykręty, by móc po latach powiedzieć w
sądzie - ostrzegałem żonę, ze nigdy się nie zmienię, nie wierzyła a
teraz ma pretensje.
Tak moje drogie. Mamy naiwną nadzieję, ze coś się zmieni, a z
czasem jest tylko coraz gorzej.
Pyza wklej to jeszcze z dziesięć razy:-)
sorry zawiesiła mi się strona i głupio wyszło. już zgłosiłam jako spam :P
Kochacie się, a to najważniejsze. Myślę, że gdyby on się naprawdę postarał, to byłoby znacznie lepiej.
nie kocha, jest egoistą i tyle. Czym szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla ciebie.
Nie będzie z Tobą na pewno szczęśliwy, bo z tego co piszesz wnioskuję, że czuje się przy Tobie uwiązany. Chciał iść jeszcze z kolegami po imprezie, lament bo chciałaś mieć go przy sobie. Wyraznie Ci mówi, że nie potrafi się zmienić, trochę wolności każdemu się należy.
Dalej piszesz znowu, że Go kochasz i CHCESZ GO MIEĆ PRZY SOBIE. Jak to przy sobie? Zainwestuj może w psa, to na pewno zawsze będziesz miała go przy sobie.
Oskar
Cóż, punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia... Trudno się
nie zgodzić z punktem widzenia Oskara.
Ty jesteś nieszczęśliwa, bo on się nie zmieni, on jest
nieszczęśliwy bo chcesz go zmieniać i mieć przy sobie. Daj spokój
sobie i jemu. Wiele z nas przerobiło takie związki i pewnie
niektóre z dziewczyn przyznają mi rację, ze nie ma sensu ciągnąc na
siłę "z miłości" związku, który jest toksyczny dla obu stron.
Wierzę, ze teraz go kochasz i nie widzisz życia po za nim... ale
daj sobie czas. To się zmieni. Jest na prawdę wielu wspaniałych
facetów na tym świecie. Znajdzie się taki, którego zmieniać nie
będziesz chciała, bo wszystko będzie ci w nim pasować - prócz
chrapania może ;)
Rzuć go, to prostsze niż Ci się wydaje, a ulga po rozstaniu- bezcenna.






