Czy przelozeni maja szacunek do swoich pracownikow?
Jakie sa wasze obserwacje badz doswiadczenia?
Odpowiedzi
Różnie to bywa, ale wydaje mi się, że z czasem ludzie, którzy dojdą już do stanowiska kierowniczego zapominają o tym jak to jest być podwładnym, początkowo może chcą uchodzic za fajnych, równych, a z czasem coraz bardziej stają się "górą", "władzą". Z czasem może przestaje im zależeć na dobrych układach z pracownikami, a liczy się tylko zysk, tylko własne ambicje, tylko własny tyłek, by nie podpaść władzy wyższej. Czasem ciężar odpowiedzialności za firmę, instytucję daje o sobie znać. Nie ma co tu generalizować, bo są ludzie i ludziska. Szacunek większy albo mniejszy powinni mieć, w końcu powinni zatrudniać takich pracowników, którzy ich zdaniem są godni szacunku.
Czasem trudno znaleźć złoty środek. Jeżeli zostaje się
przełożonym, to jednak trzeba zmienić stosunek do swoich kolegów i
oni tez powinni trochę inaczej traktować swojego szefa.
Ja jako przełożony szanuję swoich podwładnych, nigdy nikomu nie
zrobiłem awantury, ani nie powiedziałem nic niemiłego. Ale daję im
do zrozumienia, że nie jestem tylko kolegą.
W swoim życiu imałam się różnych prac i mogę powiedzieć, że tak
naprawdę stanowisko kierownicze nie ma tutaj nic do znaczenia.
Ważny jest człowiek i jego stosunek do ludzi. Jeśli w wyniku
stresu, czy odpowiedzialności (jak pisał @Ajumiko)gość staje się
dupkiem, to wystarczy mu dać to zrozumienia, ze przesadza i
wszystko wraca do normalności. Natomiast jeśli w przypadku
uzyskania kierowniczego stanowiska wychodzi z kogoś chamstwo, to na
to nic się nie poradzi.
@Bingola wydaje mi się, że nie trzeba znajdować złotego środka.
Każdy powinien wiedzieć, jakie miejsce zajmuje w pracy i trzymać
się tego. Przy okazji jak się ma trochę taktu i kultury to
współpraca układa się nienagannie, a atmosfera w firmie jest bardzo
przyjazna.
Obecnie mam szefa, jakiego ze świecą szukać. Kulturalny,
tolerancyjny, wyrozumiały. O ile z nim się jest w porządku i on
jest z tobą. Wszelkie rodzaju zadania, które wykraczają poza moje
obowiązki są prośba kierowaną do mnie, a nie rozkazem. I zawsze mam
prawo odmówić,bez żadnych konsekwencji (wiem, bo sprawdziłam). Po
prostu traktuje mnie z szacunkiem i jak człowieka. Wyznaje zasadę:
zadowolony pracownik, to dobry pracownik. I tego powinni się
wszyscy trzymać.
Tak jak pisała Hekate,wszystko zależy od człowieka,choć w mojej
ostatniej pracy z założenia czym bardziej niekompetentny był
kierownik tym bardziej był pożądany przez dyrekcję co w sumie
dawało bardzo złe relacje kierownictwo - pracownik .
W obecnej pracy jest duży szacunek do człowieka i do tego co
robi,jak pracuje jaka wiedzę ma ,dyrekcja nie spoufala się z
pracownikami ale np interesuje się każdym pracownikiem i jego
sytuacją ,niema dziwnych sympatii czy atyntpatii z powietrza.
Jeszcze dla porównania powiem o że w byłej pracy dość dużo mówiło
się na spotkaniach czy szkoleniach jaka ważna role ma integracja
zawodowa a następnie ci sami dyrektorzy i kierownictwo robiło sobie
imprezy we własnym gronie a na imprezy ogólne "niestety" nie
przychodzili,obecnie w tej pracy niema czegoś takiego nikt piany
nie tłucze o integracji a imprezy są wspólne i wszyscy bawią się
razem ,to o czymś świadczy.
Parę lat temu pracowałem w pewnym salonie prowadząc go i kierując
nim,był to jeden z wielu salonów jednego właściciela ,mojego
bezpośredniego szefa,odwiedzał salon średnio raz na dwa tygodnie,a
tak kontakt telefoniczny ,każdemu życzę takiego przełożonego ,w
firmie wszyscy byliśmy na ty,on sam nigdy nie dał nikomu powodów do
narzekań jeśli robiło się to co do ciebie należało,ja sam
traktowałem go jak kolegę z pracy i tak też rozmawialiśmy,zawsze
wszystko można było na spokojnie przedyskutować,nigdy nie wydawał
poleceń,zawsze prosił .
Kończąc wszystko zależy od człowieka ale duży wpływ ma tez wielkość
firmy i bezpośrednie kontakty,czym większa firma tym
gorzej,człowiek jest anonimowy i jest tylko trybem który można
szybko wymienić i taki jest stosunek do pracowników.
Najczęściej przełożony pomiata pracownikiem, traktuje go jak śmiecia (czyt. kogoś gorszego od siebie), poniża.
U mnie to różnie z tym bywa. Ale ten najważniejszy "przełożony" ma niesamowity szacunek nawet do stażystów :). To pewnego rodzaju paradoks...
W Polsce nadal panuje azjatycka mentalność pod tym względem(zawsze panowała).Temu wyżej kłaniamy się w pas,a tego niżej traktujemy jak śmiecia.
Wszyscy jesteśmy ludźmi ,niema znaczenia czy ktoś jest dyrektorem czy prezesem czy tylko sprząta ,szacunek należy się wszystkim ,jeśli ktoś tego nie rozumie nie powinien obejmować kierowniczych stanowisk . Sama sprawa nie tyczy się tylko pracy w Polsce ale też zwykłych codziennych stosunków między ludzkich,mam lepszy samochód a ty masz słabszy albo w ogóle nie masz,jesteś gorszy ,mieszkasz na osiedlu a ja na ekskluzywnym osiedlu domków jednorodzinnym to tez jestem lepszy itd itp To żałosne ale tak niestety jest ,oceniamy ludzi po tym co mają a nie po tym jacy są i jakie wartości prezentują.
Bywa różnie. Wiele zależy od firmy. W niektórych wszyscy są na "pan", "pani", w innych postępuje się bardziej swobodnie mówiąc na "ty". Szacunek wcale nie musi od tego zależeć. W tych firmach, z którymi ja miałam słuszność było dobrze. Wszyscy byli wobec siebie mili (może nawet trochę przesadnie), nikt się nie wywyższał, kierownik był grzeczny, sekretarka nie była poniżana.
Jak narazie pracowałam jako technolog produkcji tylko na terenie woj. śląskiego i rzadko spotkałam się z chamskim traktowaniem innych.
Kobietko, w pracy w której wszyscy mówią na Pani/Pan, albo wręcz jeszcze z tytułem - może się pracować dużo swobodniej, i atmosfera może być bez porównania lepsza niż w firmach, w których wszyscy na siłę forsują pozory koleżeństwa, partnerskich stosunków między szefami i pracownikami, gdzie wszyscy mówią sobie "Ty", ale panuje obłuda, donosicielstwo, każdy czyha tylko na czyjeś nieostrożne słowo.
Szacunek też można różnie rozumieć: czy jeśli szef pozornie jest przyjacielski i uprzejmy, liczy się ze zdaniem personelu, bierze pod uwagę sugestie - ale czasem, żeby ratować się przed zarządem, odwraca się od podwładnych zwalając na nich za coś winę - to czy można uznać, że ich szanuje?
Wszystko zależy od człowieka. Jeden szanuje ludzi i nawet, jak jest szefem, to zwraca się do nich z szacunkiem, a drugi nie szanuje ludzi i jak zostaje ich szefem, to dopiero można zobaczyć kim tak naprawdę jest.
Ani trochę nie mają szacunku,pieniądz na maxa ważny.
ja myślę że to zależy bardziej od człowieka niż od stanowiska.
Jestem szefem i szanuje podwładnych, bo stanowisko ani inna rzecz nie daje nam prawa do pomiatania i poniżania godności ludzi, a czy są takie osoby które odbierają nam naszą godność w pracy - uważam, że tak. Zgodzam się z innymi internautami, że sednem sprawy jest kultura osobista i wychowanie ,a nie piastowane stanowisko.






